Księga gości

Zobacz wpisy
Dopisz się

Licznik odwiedzin

Ilość osób online: 1
Liczba odwiedzin: 25119 Dziękujemy!

Też warto zobaczyć...

Katalog stron Âz.eglarskich

Toplista serwisu e-Âz.agle!

NAJLEPSZE STRONY POÂS'WIA(?CONE ÂZ.EGLARSTWU!

Analiza oglÂa;dalnoÂs'ci witryny

Statystyka

Subiektywne zapiski z podróży wodą i lądem Drukuj
Rzym – Katania - Syrakuzy – Monastyr – Lampedusa – Valletta - Gozo
     
26.12.2007 - Rzym
Zabytki patrzą na mnie jak włoscy ragazzo. Wypadają zza rogu, rzucając porozumiewawcze spojrzenia:
Wspomnienia z rejsu sylwestrowegoOne: (ani jedne ani drudzy nie mówią po angielsku, więc uznajmy, że lecą napisy:)
You remember me, don’t U?
Ja: (pstrykając placami) Of course, I do (w myślach: Bbbb..orromini?, Bbbb…ernini? Czyżby Bramante? A Vignola? Vignola, naturalmente!).
Raz tylko, gdy wpadłam na rogu niespodziewanie na Chiesa di San Carlo al Quirinale, pomyślałam:
I didn’t remember your name, but I always liked You, really. You are designed by Francesco!
Dominuje południowy bałagan, zabytki wyglądają jak ocalałe przez zaniedbanie, Włosi nie grzeszą nadgorliwością nuworysza, jak Słowianie, nie równają z ziemią, by postawić od nowa. Po co mają sprzątać, jeżeli można postawić obok?
Fotografia oszukuje, zaciera różnice, gubi proporcje. Monumentalizm XVIII - wiecznych wedut rzymskich lepiej oddaje skalę niż współczesne widokówki. Obrazy Nicolasa Poussina i Huberta Roberta nie kłamią, Olympusy, Canony i Minolty owszem.
Wspomnienia z rejsu sylwestrowego - Rzym by Bellotto     Wspomnienia z rejsu sylwestrowego - Rzym by Myself
Jadąc do Rzymu, wymyślałam ciekawe porównania: kolumnada Berniniego jak szczęki wieloryba z tłumem turystów wlewających się na plac niczym kryl. Skala mnie przerosła. Rzym to miasto pierwowzorów, nie tylko wszystko jest parę razy piękniejsze, precyzyjniejsze (Mo, zapomnij o swoich dotychczasowych wyobrażeniach na temat tego, co to jest mięsisty akant), jest przede wszystkim dwa razy większe. Rzym to miasto guliwerowych olbrzymów, architektura nie skrojona na miarę człowieka. Patrząc na Rzym czasów Antyku i Baroku zaczynam wierzyć w Uebermenschen.
     
27.12.2007 - Katania
Niebieskoocy potomkowie Normanów, wymieszani z małymi czarnookimi Cyganami. Jedni patrzą na ciebie hardo i wyzywająco, drudzy mają spojrzenie drobnych cinkciarzy z głowami pełnymi sprośnych myśli. Naturalna symbioza natury i kultury: Etna szerokimi plecami stoi murem za Katanią. Brudne zakątki, liszaje na ścianach przypominają zwietrzałe kawałki lawy. W drodze na szczyt mijamy księżycowy krajobraz: zastygła lawa porośnięta chrobotkiem reniferowym, przypomina zmurszałe rzeźby XVIII wiecznych pałaców.
Wspomnienia z rejsu sylwestrowego - Katania Miasta mają swoich bohaterów (o czym za chwilę), niektóre mają też swoje kolory: Santorini jest białe, Petra jest czerwona. Katania ma kolor szary. To nie tylko wina brudu, ale tradycja dodawania popiołu wulkanicznego do zaprawy (chyba). Fasady kamienic, pałaców, ba nawet katedry mają szary kolor. Ładnie się komponuje z jasnym detalem, ale smolisty charakter miasta wydaje się wnosić smutek nie tylko do ducha miasta, ale i do serc jego mieszkańców. Katania byla dla Cosa Nostry ważnym ośrodkiem (zapewne ;-)).
Trwa sezon zbiorów opuncji. Świeżo pakowane owoce po 3 Euro. Opuncja po włosku to figa d’India, po angielsku prickly pear. Dla jednych figa, dla drugich gruszka. Jest wystarczająco smaczna by zasłużyć na własną nazwę. Docenili to Maltańczycy i za likier z opuncji, jako za regionalny trunek każą sobie słono płacić.
Na stoiskach pełnych suwenirów pocztówki z psem. To jedna z 11 włoskich ras psów, i podobno jedna z najstarszych. Cirneco dell’Etna wygląda jak wieczny szczeniak z odstającymi uszami.
Wypływamy z rana, wieje, pada, głowę za burtą lokuje jednak dopiero po kilku godzinach. Czwarta! Więc po raz pierwszy nie na podium ;-) Mały krok dla ludzkości ale ja czuję się jak bohater
     
28.12.2007 - Syrakuzy
Za to Syrakuzy są miodowe i jasnozłociste. Pewnie to kwestia tego samego kamieniołomu, że wszystkie budynki niezależnie od wieku, mają ten sam odcień, jak namalowane tą samą kredką.
Weimar Goethego, Toruń Kopernika… bohaterem Syrakuz jest Archimedes.
Wspomnienia z rejsu sylwestrowego - Syrakuzy
Na szczęście Włosi zaniedbują działania marketingowe i nie można kupić Archimedesa z gipsu, lawy wulkanicznej czy wszech dominującego wapienia.

Wspomnienia z rejsu sylwestrowego - Syrakuzy
We włoskich miastach oczy odpoczywają od sidingu, plastiku, billboardów i neonów.
     
29.12.2007 - 30.12.2007
2 - dniowy przelot do Tunezji. Leje odkąd wypłynęliśmy z Katanii. Nie ma jak się wysuszyć. Jest wilgotniej, coraz wilgotniej, ściany zaczynają się pocić. Zaczynamy przyzwyczajać się do lekkiego smrodku stęchlizny.
Mam słabą przyczepność podłoża. Może z racji wagi koguciej rzuca mną jak workiem ziemniaków. Zaczynam wyglądać jak ofiara sadomasochistycznych ekscesów.
Uczę się języka żeglarskiego, ciągle na nowo, metodą Callana powtarzając za Wojtkiem i ciągle z błędami: prawy szoka fot luzuj…tfuu…
Przymusowa socjalizacja: po pierwszych dniach lekki foch za nieznajomość stylów historycznych, niebycie z tej samej bajki ustępuje podziwowi za znajomość konstelacji (a to później, na razie widać na metr do przodu) i budowy akumulatorów. Respect!
Po swojej wachcie próbuje włożyć nos w książkę. Nową, kupioną w Syrakuzach o sycylijskim jedzeniu, sztuce i mafii. Pod pokładem mogę tylko leżeć, spać lub patrzyć w sufit. Patrzę zatem, słuchając Lacrimosy Mozarta i chce mi się płakać: co za strata czasu dla szczura lądowego. Wyścig wszak na lądzie trwa.
     
31.12.2007 - Monastyr (Tunezja)
Urzędnicy przeniesieni żywcem z lat 50-tych. Stateczni, wąsaci, nie da się niczego skrócić i przyspieszyć. Celebrują swoją codzienną służbę z namaszczeniem, wydają nam wizy od 5 godzin jakby wydawali akt sakramentu. Może zresztą tak jest, oto rząd tunezyjski przyjmuje Ciebie, turystę na swoje łono.
Na przedmieściach bajzel architektoniczny. Na szczęście w miejsce wyczucia stylu, wchodzi kanon. Obowiązują ośle łuki i wieżyczki pseudominaretów. Obowiązkowy azul i biel trzyma jakoś pejzaż miasta w kupie. Budowana od wieków w tym samym stylu architektura sakralna trudna jest do datowania dla mnie, laika. W sylwetce miasta dominuje mauzoleum pierwszego prezydenta Tunezji, Habiba Burgiby (prezydentował od lat 50-tych po 80-te), wieże minaretów przewyższają nawet te od meczetów. Kult jednostki czy podkreślanie narodowej tożsamości, budowanie nowej, świeckiej mitologii?
     
Medina w Monastyrze
Pospolici ludzie o rysach książąt. Arystokratyczne plemię zagubione w brudzie portowego miasta-kurortu dla otyłych Europejczyków. Wspomnienia z rejsu sylwestrowego - Monastyr Owinięci w chlamidy w naturalnych kolorach wielbłądziej wełny, z kosturami w dłoni. Teraźniejszość obrazka zdradzają nowoczesne okulary (wyglądają drogo i designersko, być może dzięki rysom twarzy, nie marce). Spodziewasz się, że niczym rycerze jedi noszą pod płaszczami najnowszej generacji broń.
Wełniane marynarki w odcieniach zieleni i brązów, burgundowe czapeczki, tak zwane chechie (jak się okazuje), na to zarzucone czarne lub czerwone arafatki… Finezja w doborze kolorów i nonszalancja noszenia, której nie powstydziłby się Marc Jacobs. Piękni modele, wybrani bez oglądania się na kult młodości, o smukłych dłoniach i rysach książąt berberyjskich. Starzy mężczyźni o pergaminowych szyjach z siateczką zmarszczek na twarzy i powściągliwych, subtelnych gestach.
Południowa komunikacja niewerbalna: zbliżenie, spoglądanie w oczy, dotykanie, zaabsorbowanie rozmówcą. Każda rozmowa obdarzona jest czułością i przypomina romans.
     
01.01.2008
Wypływamy na noc na Maltę. Wojtek musi podpisać glejt, że robimy to na własne ryzyko. Żaden turysta nie wypływa w zimie na noc przy prognozie sztormowej. (Polaków nie gościli?). Żegna nas przedstawiciel marynarki wojennej. Zaczynam się czuć jakbyśmy ruszali w ostatnią drogę życia, za Styks. Myślę, że w tej sytuacji mogli oddać chociaż salwę pożegnalną ;-)
Mimo prognoz, mamy pierwszą noc gwiaździstą. Obserwujemy niebo z innej perspektywy: Wóz moczy dyszel w morzu, Orion za wysoko ;-)
     
02.01.2008
Przelot na Maltę po drodze kąpiel na Lampedusie. To chyba tutaj widzieliśmy stado delfinów. Są dowody na zdjęciach ;-). Wzbudzamy sensację po raz kolejny. Nikomu z tutejszych nie przyjdzie do głowy kąpać się w temperaturze +17. Nam tak (co, ja się nie wykąpie?).
I to chyba tu ćwiczymy zwroty przez rufę. Dla mnie to upokorzenie. Ale powoli zaczynam kojarzyć: Prawy foka szot wybieraj to znaczy: weź pociągnij za ten żółty sznurek.
     
03.01.2008 - La Valletta
Miasto twierdza budzi respekt. Pionowe i poziome linie fortów i piaskowy kolor sugerują że Valletta jest prototypem wszystkich zamków z piasku.
Odwaga i rycerskość Maltańczyków (po oblężeniu w czasach WW II wszyscy mieszkańcy dostali krzyże zasługi. Maltańskie? Być może) nie odzwierciedla ich fizjonomia. W porównaniu z sąsiadami z Tunezji wydają się pokraczni, skundleni. Ni to arabscy ni jacy. Brytyjskie panowanie wydaje się nie odciskać śladu.
Ścięcie Św. Jana, made by Caravaggio. Obraz braku, najlepiej namalowana pustka. Przejmujące. Nieobecność może poruszać nie mniej niż istnienie. Wiedzą ci, którzy doświadczyli utraty albo czekają. Postać Św. Jana Chrzciciela, teoretycznie najważniejsza leży rzucona w kąt, blade, trupie ciało. Pozostałe postaci jak z holenderskiej sceny rodzajowej, robią sztafaż. Krwawa zabawa autora, sygnatura złożona krwią wypływającą z szyi.
Na ile rzeczywista a na ile powierzchowna jest religijność Maltańczyków? Kapliczki nawet w autobusach, pięknych retro fordach przemalowanych na pomarańczowo. I ceramiczne Madonny na każdym z domów. Książki w księgarniach opowiadają o starej kulturze na Gozo, pełnej archaicznych obyczajów. Jaka jest korelacja? Pytanie dla kolejnych rejsowiczów.
     
04.01.2008
Zaczynamy od zwiedzania ruin świątyń neolitycznych w Tarxien. Mi się nie podoba, może dlatego, że ciągnie mnie na jacht. Dla mnie wyglądają jak plac budowy. Wolałabym zobaczyć Spitfire’ry i centrum dowodzenia z czasów WW II, podobno udostępnione od niedawna. Next time.
Nocny spacer po ogrodach Baracca. Podobno wzorowane na Alhambrze, moim zdaniem bardziej na wiszących ogrodach Babilonu. Umieszczone na najwyższych piętrach fortu dają zapierający dech widok na port i zatokę. Wiszące, bo bliżej im do nieba niż do ziemi.
     
05.01.2008
Wypływamy rano by opłynąć Gozo i na Paradise Bay. Bay okazuje się być Paradise raczej w lecie. Strome klify wykluczają ryzyko kolejnej kąpieli. Słynne Azurro Window jest zabiegiem marketingowym. Prześwit jest, ale niebo widać przez niego tylko, gdy fotograf z lądu mocno się nagimnastykuje. Nieważne, strome klify wyspy rekompensują wszystko. Tysiące warstw tortu zwanego Gozo: masy biszkoptowe, przekładańce. Palce lizać. Postrzępione, jak kto chce: regularnie wyjęte bloki jak książka z półki i majestatyczne profile psów, małp i egipskich sfinksów. Maestria rzeźbiarska tutejszych wiatrów.
 
06.01.2008
Ćwicząc manewry w marinie zdążymy jeszcze wkręcić muring w śrubę. Będzie kosztowało to Wojtka zejście pod wodę, ale to jeszcze przed nim. Ja na szczęście umywam ręce. Minutę wcześniej oberwałam bomem (sama na niego wpadłam), więc czuję się zwolniona z asystowania przy czymkolwiek. Przytulam głowę do kapitana Morgana, najzimniejszy w lodówce. Ostatni rzut oka na ośnieżoną Etnę i w długą, do Rzymu.
 
Hasta lavista WOJ!
 
Monika Osinkowska
http://robie-literowki.blogspot.com
     
     
< Poprzedni   Następny >